Czyli co począć, gdy dolega nam brak fazy.
Jeszcze nie tak dawno temu, gdy wszystko było na kartki, a w chlebie można było znaleźć sznurek, wyrażenie przytoczone przeze mnie w tytule artykułu, który teraz czytasz, nie należało do rzadkości. Każda szanująca się gospodyni domowa, miała w swoim mieszkaniu specjalny schowek, gdzie trzymane były różnego rodzaju świeczki, kaganki, czy nawet lampki oliwne. W wypadku zaniku zasilania, wyciągało się świeczuszkę, podpalało i już mieszkanie zalewało słabe światełko wątłego płomyczka. Pół biedy gdy prądu brakowało w dzień, wtedy można było „oświetlenie awaryjne” przygotować na spokojnie nim zmierzch zapadnie. W wypadku nocy trzeba było wykazać się niesamowitym zmysłem widzenia w absolutnych, wręcz egipskich, ciemnościach.

Technika idzie do przodu, czasy się zmieniają, a elektrownie stają się coraz bardziej niezawodne. Czasem jednak zdarzy się, że prądu zabraknie, lub powstanie chwilowy spadek napięcia. O ile delikatne przygaśnięcia światła nikomu nie zaszkodzą, to reset komputera potrafi doprowadzić do szewskiej pasji, szczególnie gdy na owym blaszaku pisaliśmy pracę magisterską i zapomnieliśmy włączyć w edytorze opcji autozapisu. Jeżeli mieszkamy gdzieś na końcu świata i takie wahania napięć nie są nam obce oraz używamy komputera stacjonarnego, warto by było zainwestować w UPS.
Czym jest UPS? W skrócie – coś co sprawi, że nie będziecie bluzgać gdy złośliwy królik, znów z klatki zbiegnie i przegryzie główny przewód zasilający (po raz ostatni w swoim życiu zazwyczaj, no chyba ze na zacisk zerujący trafi, choć to małoprawdopodobne), tudzież wichura przewróci słup zasilający wasz dom. W takiej sytuacji, UPS podtrzyma nasz komputer przez około 5 minut, co pozwoli pozapisywać edytowane dokumenty i wyłączyć maszynę. 5 minut to mało, ale naprawdę, czasem ten bonusowy czas potrafi zaoszczędzić masę pracy. UPS to z angielskiego Uninterruptible Power Supply.
Pewno ciekawi was, jak taki UPS’ek jest zbudowany, jak działa i dlaczego to jest aż takie ciężkie? Tak, nie przesłyszeliście się – ciężkie. Największy model UPS’a, który wam dzisiaj przedstawię, waży około 15 kilogramów :D. Lecz zanim zacznę cokolwiek pisać o recenzowanych egzemplarzach, zagłębię się w strukturę typowego UPS’a. Każdy zasilacz awaryjny zbudowany jest właściwie tak samo. Przykładowy UPS składa się z akumulatora oraz transformatora i to jest 90% masy całego urządzenia :D. Reszta to falowniki oraz urządzenia filtrujące i wykrywające wahania napięć oraz głośniczek, który oznajmia nam tryb pracy na baterii poprzez paskudne piszczenie, potrafiące wybudzić o trzeciej w nocy wszystkich domowników. Słowem nie tak skomplikowane ustrojstwo. Jak działa, już piszę. Gdy prąd przemienny płynie normalnie w gniazdku, UPS zachowuje się jak listwa filtrująca i prostownik w jednym, jeżeli akumulator urządzenia nie jest naładowany do pełna. W momencie gdy napięcie zanika, układ przełącza się na baterię w ciągu ułamka sekundy, na tyle szybko że komputer nawet przy pełnym obciążeniu nie „zakrztusi się”. Prąd z baterii płynie do falownika, gdzie z powrotem zamieniany jest na prąd przemienny i z stamtąd „leci” do komputera. Z ciekawostek, dodam jeszcze że istnieją UPS’y, w których nie ma przełączania się między trybami pracy na baterii i bez baterii. Są to tak zwane UPS’y true On-Line, w nich bateria i falowniki pracują cały czas. Jednak owe zasilacze awaryjne mają dużo większe moce i… Ceny. Nie stosuje się ich w rozwiązaniach domowych.
Ktoś z was może powiedzieć dlaczego nie można by było użyć akumulatora prądu przemiennego? Ano, nie można, bo taki akumulator… Nie istnieje. Człowiek nie posiadł jeszcze umiejętności magazynowania prądu przemiennego. „No ok., to dlaczego w gniazdku nie płynie prąd stały?” Z ciekawostek, to dlatego, że przewody, a konkretnie przewód który oznaczamy plusem, koroduje, albowiem prąd w nim płynący przyciąga atomy tlenu. Prąd przemienny też przyciąga tlen, ale i odpycha go, na przemian i tak 50 razy na sekundę (stąd 50Hz w specyfikacji naszego „polskiego” prądu). Nie wierzycie że prąd stały przyczynia się do korozji? Zajrzyjcie pod maskę auta w okolicach akumulatora :]. Co żeby do końca nie bawić się w Copperfielda i nie przedstawiać jedynie intrygujących ciekawostek, powiem teraz bardziej przyziemnie, że prąd przemienny po prostu znacznie łatwiej się wytwarza i to właśnie dlatego głównie on jest w gniazdku.

Skoro wszyscy już wiemy czym jest UPS i jak działa, przybliżę wam teraz dwa produkty firmy Powercom. Jeden z nich to BNT 800AP , a drugi BNT 1000AP. Pewno zastanawiacie się co owe cyferki oznaczają. Zapewniam was, że nie jest to pojemność akumulatora, ani moc wyjściowa podczas pracy na baterii. Wartość ta oznacza moc pozorną wyrażaną w [VA] (woltoamperach).Dlaczego VA a nie W? W skład mocy pozornej wchodzi moc czynna oraz bierna (ich sumą jest moc pozorna). Niestety, prąd przemienny nie jest dla nas tak łaskawy i posłużyć się możemy jedynie mocą czynną, moc bierna jest bezużyteczna. Zatem maksymalna moc jaką wydusimy z urządzeń to kolejno: 480W oraz 600W mocy czynnej. Jak już pewnie zauważyliście, wyrażanie mocy w woltoamperach, to po prostu chwyt marketingowy, mający na celu uatrakcyjnienie produktu.
Otwórzmy pudełko, co żeby zaspokoić waszą ciekawość. Zacznijmy od mniejszego braciszka. Po pokonaniu taśmy klejącej i styropianu ukazał nam się prostopadłościan o wymiarach 97 x 320 x 135 i wadze 6 kilogramów w kolorze zmysłowej czerni. Oczywiście, Powercom zadbał o wybrednych klientów – w ofercie znajdziemy również klasyczny biały kolor i tandetny srebrny, co kto lubi. W opakowaniu znaleźliśmy jeszcze kabel USB do komunikacji z komputerem, płytkę z programem, skromną instrukcję (grunt że jest po polsku), 2 kable zasilające oraz kabelek RJ-45. Starszy brat miał podobne wyposażenie, z tą różnicą że utyło mu się i przez to pudło większe było ;).
Czym chce nas Powercom powalić i zachęcić do zakupu wyżej wymienionych zasilaczy awaryjnych? Popatrzmy na specyfikację:
- obciążalność: 480 i 600 Watt
- czas przełączania: 2-4 ms
- czas ładowania: około 4-6 godzin (do 90%)
- Funkcja BOOST – gdy napięcie wejściowe jest za niskie – AVR automatycznie podnosi napięcie wyjściowe o 15%,
- Funkcja BUCK – gdy napięcie wejściowe jest za wysokie – AVR automatycznie obniża napięcie wyjściowe o 25%
- Zabezpieczenia przeciążeniowe: bezpiecznik topikowy (taki szklany z drutem w środku, jakby kto nie wiedział ;])
- Zabezpieczenia przeciążeniowe akumulatora: elektroniczne
-Akumulator z systemem zapobiegającym całkowitemu rozładowaniu
Co widać, to widać. Oczywiście, nie napisałem wszystkiego, co żebyście mi artykuł do końca przeczytali :D.
Powiem nieco o gniazdach teraz. Sprawa ma się tak: każdy z UPS’ów posiada gniazda do filtrowania linii telefonicznej, oraz jedno gniazdo do zasilania „upsa” oraz kilka wyjść 230V. Bogatsza wersja ma 2 wyjścia zasilania, skromniejszy braciszek tylko jedno. Dodatkowo każdy z recenzowanych przeze mnie produktów Powercom’a posiada gniazdo zasilające monitor. Ciekawe że wersja 1000AP posiada jedno gniazdo wyjściowe prądu przemiennego bez podłączenia do baterii, jednakże z filtrem. Można je wykorzystać do zasilania komponentów, nazwijmy to: dodatkowych, jak na ten przykład głośniki. Stare połączenie COM zamieniono na nowsze, mniej problematyczne USB. Chwała za to.
Jak zasilacze wyglądają, widzicie na zdjęciach. Każdy z nich posiada włącznik i diodę informującą o stanie pracy – gdy świeci się na zielono, wszystko jest w porządku, gdy na czerowno – jedziemy do serwisu. Bardzo miło ze strony producenta, że na górze UPS’a mamy naklejkę z szybką instrukcją po polsku. Informuje nas ona co poszczególne piszczenia zasilacza oznaczają, oraz jak włączyć czy przetestować urządzenie. Duży plus za to, ode mnie ;).
Włączamy komputer i podłączamy urządzenie. Następnie instalujemy oprogramowanie i oto co nam się ukazuje:
Nie wygląda to za atrakcyjnie, cóż… Liczy się funkcjonalność przecież. Co my tu mamy – pomiar częstotliwości wejściowej oraz wyjściowej (ten zegar w trybie pracy na baterii, będzie wskazywał temperaturę falownika, czyli urządzenia zamieniającego prąd stały na przemienny), napięcie wejściowe oraz wyjściowe, obciążenie no i stan naładowania akumulatora. W programie znajdziemy proste narzędzia pozwalające nam przetestować zasilacz. Mamy tutaj także obszerne wykresy zawierające informacje na temat wahań napięć, częstotliwości etc. UPSMon (bo tak ów programik się zwie) pełni rolę nie tylko informacyjną i diagnostyczną, ale też wyłączy nam automatycznie komputer, po czasie który sami wprowadzimy. Szkoda tylko, że urządzenie nie potrafi przewidzieć ile może trwać praca na baterii, taką wartość jaką wpiszemy w polu opóźnienia do wyłączenia systemu, taką program zaakceptuje. Program czasem potrafi zastrajkować, nie chcąc wykryć UPS’a, działa nieco topornie i trzeba być dla niego wyrozumiałym. Opóźnienie do wyłączenia systemu można bardzo prosto ominąć… Wyciągając kabel USB z gniazda gdy pracujemy na baterii. Program ma wbudowaną funkcję informującą zdalnie o zaniku zasilania wysyłając maila na ustawiony przez nas wcześniej adres. Jest też funkcja wiadomości na pager, tyle że kto dziś używa tego wynalazku.
Na całe szczęście, owe zasilacze awaryjne, działają bez połączenia z komputerem. Ba! Kto powiedział że muszą zasilać koniecznie komputer? Może to być telewizor, suszarka, co tylko chcemy! UPS zawsze, nawet gdy nie jest podłączony do komputera, oznajmia nam brak napięcia piszczeniem które… Może obudzić nawet umarłego. O ile w AP800 jest to jeszcze znośne, o tyle nawet twoi sąsiedzi usłyszą że brakło Ci prądu, gdy posiadasz wersję AP1000. Ci co szanują swoje uszy, mogą wyłączyć piszczałkę. Jednak gdy poziom baterii osiągnie minimum, nie ma zmiłuj – buzzer da nam w kość nawet w trybie pracy cichej.
Wykonałem sobie kilka testów. Pierwsze dwa obrazuje zamieszczona poniżej tabela. Obciążyłem oba UPS’y tym samym komputerem wyposażonym w monitor 17”. Następnie na każdy zasilacz awaryjny podłączyłem odbiornik który obciążał urządzenie nominalnie. Jak widać, przy obciążeniu zbliżonym do 100%, czas podtrzymywania szybko topnieje. Najprawdopodobniej, czasy byłyby nieco dłuższe, gdyby nie zabezpieczenie zasilaczy przed całkowitym rozładowaniem akumulatora. Próby przeciążeniowe wypadły również pomyślnie. UPS’y po przekroczeniu 100% dopuszczalnego obciążenia, zaczynają piszczeć dźwiękiem ciągłym, po przekroczeniu 130% urządzenia wyłączają się. Jednym zdaniem – wszystko jest tak jak być powinno.

Produkty wypadają dość skromnie, pod względem designu interfejsu (tylko 1 przycisk i jedna kontrolka), no ale jak już nadmieniłem w artykule: w wypadku tego typu urządzeń bardziej liczy się funkcjonalność aniżeli wygląd. Ceny atrakcyjne w porównaniu z konkurencją, co czyni urządzenia wartymi uwagi.
Plusy
- Przystępna cena
- Przyzwoite osiągi
- Szybka instrukcja na obudowie UPS’a w formie naklejki
Minusy
- Skromny design
- Toporne oprogramowanie

